EURO 2016

ŁUUUCHUUU!!! Mamy ćwierć finał!!!! Polska górą!!!
Akurat mielismy przyjęcie urodzinowe młodszej siostry, ale się działo!! Normalnie jeden wielki RYK! Zawału mało nie dostaliśmy xD
euro

Uzdolniona 20

-To gdzie płyniemy?-gondolier odwrócił się w naszą stronę i uśmiechnął się, moją uwagę przykuł fakt że ów mężczyzna był mi znajomy a jednocześnie obcy. Nie mogłam sobie przypomnieć kogo on mi przypomina.
-Jesteś wampirem?
Mężczyzna wystraszony obejrzał się na boki.
-Cii panienko. Bo jeszcze ludzkie dusze cię usłyszą, cii.- przyłożył palec do ust, usłyszałam śmiech, Bill był czerwony na twarzy.

-No moja piękna spostrzegawcza to ty nie jesteś. Myślisz, że puścili by nas bez niańki? Przecież moglibyśmy nawiać
-Aż tak nam nie ufają?
-A żebyś wiedziała!
Wampir się ukłonił i odezwał się uniżonym głosem.
-Ja panienkę lubię, ciesze się że będzie panienka nowa królową. Wolterian jest okrutna i podła. Chcę panience pomóc więc zgłosiłem się by panienką się opiekować w dzień.
-Jak masz na imię?-spojrzałam na niego.
Padł mi do stóp jakbym właśnie skazała go na śmierć i pokornie odpowiedział.
-O niegodne jest mi wymawiać mojego imienia! O ja nikczemny!!
-Znów to samo! Wstań proszę i wyznaj mi swoje imię. Nie jestem jeszcze niczyja królową- wampir wstał; teraz gdy wpłynęliśmy pod jeden z mostów słońce już tak nie oślepiało, dokładnie przyjrzałam się gondolierowi. Głos miał lekko piskliwy.
Ale gdy zobaczyłam go teraz oniemiałam. Był to najprzystojniejszy wampir jakiego widziałam. Jego brązowe włosy okalały kark i ramiona, twarz smukła z silnym podbródkiem. Jednym słowem kogoś mi przypominał.
Jak na złość wampir uśmiechnął się i od razu rozpoznałam śledczego, zastępcę oraz brata królowej wampirów.
-James!-odparłam groźnie- Ty zgłosiłeś się na mojego opiekuna.- bardziej oznajmiłam niż zapytałam, ale wampir i tak odpowiedział.
-Jak widzisz. Wystarczyło trochę zmodulować głos i kierować się cały czas pod słońce byś mnie nie rozpoznała. Słaby refleks. Twoje moce nie wyczuły mnie?-
-No jasne! Bo my cały czas nieustannie ich używamy.-żachnął się Bill.
-Gdy nie czuję zagrożenia nie używam ZDOLNOŚCI- odpowiedziałam z dużym naciskiem na słowo „zdolności”
-Wybacz nigdy nie interesowały mnie mutanty i ich moce… znaczy zdolności.
-To dlaczego teraz cię to interesuje?
-Bo jesteś ty!-przysunął się do mnie bliżej.
-Co jest we mnie takiego?…-nie zdążyłam dokończyć..
-Jesteś z nim złączona!!-Bill czerwony od słońca i złości spojrzał na Jamesa groźnie.
-Co?! Złączona? Niby jak? Złączona to ja jestem, ale z tobą!-
-Jako wchłaniaczka złączona jesteś z wieloma istotami. Dlatego twoi praprzodkowie mieli jak to mówią ludzie haremy.
-Mieli po kilka żon lub mężów??!!
-Właśnie. Niektórzy wybierali pojedyncze związki, ale większość zdecydowała się na co najmniej pięcioro mężów czy żon. Najczęściej byli to mutanci, wampiry, wilkołaki, czarownice i dragony.
-A były i przypadki, że wybierali partnerów z każdego rodzaju zdolności.

James podszedł do mnie, aż łódka się zachwiała. Nie chciałam by mnie dotykał więc rozbujałam ją bardziej, aż wampir wyleciał za burtę. Co prawda nie tylko on był mokry. Przy rozprysku zostałam pochlapana, ale to nie popsuło mi humoru. Zaczęliśmy z Billym śmiać się z niego, a James gniewny wspiął się i wpadł do gondoli. Wstał i bez słowa dalej popchał naszą gondolę.

Jeśli podobał się wpis zostaw komentarz. Jeśli pojawi się co najmniej trzy komentarze dodam kolejny wpis. Chcę w ten sposób zachęcić was do komentowania, bo mam wrażenie, że nikt mego bloga nie czytuje.

Uzdolniona 19

-Co jest podobno wczoraj zemdlałaś?-
-Nie. Znaczy prawie. Krew Wolterian była ohydna i mało nie puściłam pawia na jej śliczne buciki.- Bill zaśmiał się, na korytarzu rozległo się echo.
- Ale Luciana wyprowadziła mnie pod pretekstem, że mam wizje. Zwymiotowałam krew tej idiotki dopiero w pokoju. A Luciana ofiarowała swoją.-
-To dobrze, inaczej byłoby z tobą krucho.-Bill nagle przystaną. -Ty a Wolterian tego nie wyczuje?-
-Nie, ponieważ Luciany rodzicielką była Wolterian, więc po części to jej krew.-
-Spoko. One teraz śpią.-
-Kto?-
-No wampiry! Wszystkie nawet Luciana.-
-A no tak jest dzień, świeci słońce.-
-Słońce nic im nie robi. Ale drażni. Dla nich jest wtedy za jasno, wolą chodzić nocą. Krzyżyki i czosnek to też bujdy na resorach.-
Chciałam mu powiedzieć, że to wiem ale przytknął mi palec do ust i szepną.
-Cii, nie mów nic o kołkach, bo to usłyszą, to akurat prawda.-
Postanowiłam udawać nieświadomą, ale nie mogłam wytrzymać widząc udawaną powagę Billa. Zaczęłam się śmiać.
-Bill, serio nie umiesz kłamać! Bałwanie ja to wiem.-
-Wiesz???- tym razem na prawdę był zdziwiony.
-No tak Luciana mi powiedziała.-
-No to jak to jest z tymi kołkami?- Zasłoniłam mu usta.
-Cicho głąbie na samo słowo kołek bolą ich uszy.- Bill wystraszony zaczął się rozglądać.
-Serio? To prawda?- chciało mi się śmiać więc by się nie zdradzić tylko przytaknęłam. Wracaliśmy z kuchni więc ruszyliśmy w dalszą drogę do pokoju Billa.
Siedzieliśmy na jego łóżku i zajadaliśmy to co udało nam się znaleźć w kuchni.
-Bill?-
-Hymm?-
-Przypomnij mi. Skąd wiedziałam, że wilkołak z mojej wizji to ciocia Laura? No wiesz Richard mi to tłumaczył, ale nw czy dobrze zapamiętałam. A cioci nigdy wcześniej nie spotkałam. Nie ma jej nawet w rodzinnym
albumie w moim domu.-
-W twoim  byłym domu. Teraz twoim domem jest Szkoła Uzdolnionych.-
-No dobra, ale powiesz mi skąd to wiedziałam?-
-A już się robi. Ja się na tym nie znam, ale Richard się domyślił, że będziesz pytać o tę kwestie, więc wytłumaczył mi to bym ci powiedział co jest grane.-
-No to? Co jest w tym grane?- próbowałam naśladować głos Billa i o dziwo uświadomiłam sobie, że brzmię identycznie jak on.
-O nowa zdolność! Muszę to zapamiętać, żeby odznaczyć w karcie.-
-Zawsze tak robisz? Odznaczasz mole zdolności?-
-Albo ja albo ktoś z opiekunów. I tylko wtedy gdy zauważy on w tobie nową zdolność. Trzeba je odznaczać, żeby wiedzieć ile ich jest.-
-Ok. To wyjaśnisz mi jak to jest z tymi wizjami?!-
-Jasne.- Bill zamyślił się.- O już pamiętam! To jest tak, że w wizjach twoja podświadomość pokazuje ci niektóre rzeczy, miejsca, ludzi i przedmioty normalnie ci nie znane żebyś wiedziała na co się natkniesz w przyszłości. Pokazuje ci wydarzenia, które mogą się wydarzyć za chwilę, ale mogą wydarzyć się za kilka lat. Tego akurat nie wiesz, ale kiedy będziesz miała de ja vu to wtedy już wiesz że to wydarzenia z wizji-
Patrzyłam na niego z otwartymi ustami, nie tylko dlatego, że powiedział to wszystko na jednym wdechu to jeszcze ni w ząb nie rozumiałam.
-No co?- spojrzał się na mnie jak niewiniątko.

-Zdecydowanie wolę kiedy Richard coś tłumaczy. Nic nie zrozumiałam, po części. Wiesz nie nadajesz się na nauczyciela.-
-I nie zamierzam nim być.-
-To dobrze.-
Zjedliśmy właśnie śniadanie i leżeliśmy sobie na jego łóżku.
-Wyjdziemy gdzieś?-
-A gdzie my mamy wyjść? Jesteśmy w Sybilli. Ja nawet nie wiem, gdzie ona jest umiejscowiona.-
-A ja wiem! Chodź pokażę ci.-
-A nie możesz mi po prostu powiedzieć?-
-Nie, to będzie niespodzianka-
-Jak chcesz.-Bill wstał i wyciągnął do mnie rękę.
-Czekaj zajdziemy do mojego pokoju? Chcę się przebrać.-
-Ok, Ok. Luciana przygotowała ci coś wyjściowego. Widziałem jak wczoraj wiozła do ciebie wózek z wieszakami i ubraniami.-
Poszliśmy do mojego pokoju. Rzeczywiście na stojaku wisiała letnia sukienka koloru….
-Znowu? Oni nie mają jakichś weselszych kolorów?-
-W czerni jesteś najmniej widoczna.-
-Chyba nie w dzień co ??-
-To i tak już nie ma znaczenia. Ubieraj się i chodź. Nie chcę tu siedzieć całą wieczność.-
-Bardzo zabawne. Wyjdź, nie będę się przebierać przy tobie.-
-Ok. Ja też się przebiorę.- Wyszedł po chwili. Zdjęłam ciemne spodnie i podkoszulek.
Po chwili byłam już ubrana i odświeżona. Moje rude, falowane włosy ładnie kontrastowały z czernią sukienki.
Gdy wyszłam z pokoju Bill stał już pod drzwiami, ubrany był również na czarno. Szczerze mówiąc wyglądał fantastycznie w czarnej koszuli na długi rękaw i jeansach czarnych jak smoła. Jego włosy wcześniej krótkie jak u rekruta podrosły znacznie i kosmyki spadały mu na oczy co dodawało mu jak na tak poważny wygląd w czerni odrobinę młodzieńczej urody.
Przyglądałam mu się chwilę, po czym dostrzegłam, że on także mnie ogląda.

-Wyglądasz pięknie księżniczko.-
-Ty również przystojniaku-
Uśmiechnęłam się do niego, ale w duszy tłukłam się w pierś.
„Co ja gadam? Robię z siebie idiotkę takimi tekstami!”
Bill objął mnie w pasie i poprowadził do wyjścia.
Na zewnątrz było tak jasno, że na początku nic nie widziałam. Gdy już przyzwyczaiłam oczy do blasku słońca zobaczyłam przed sobą kawałek chodnika a dwa kroki dalej…
Wodę, wszędzie pełno wody. Gdzieniegdzie ludzie chodzili po wąskich chodnikach lub przecinali kanały wodne na mostach. Łódki zwane gondolami pływały w jedną i drugą stronę, gondolierzy śpiewali lub po prostu uśmiechali się do swoich pasażerów. Przed naszymi stopami pojawiła się jedna z tych czarnych a w środku czerwonych łódek z gondolierem. Wsiedliśmy do niej a mężczyzna odsuną się od  ściany i popłynęliśmy w głąb wodnego miasta.
-Już wiesz gdzie jesteśmy?-Bill szepną mi na ucho, a mnie przeszył przyjemny prąd od ciepła jego oddechu.
-Ja bym nie wiedziała? To Wenecja! Wodne miasto.-

Hej! WoW w końcu dodałam nowy wpis. Wiem miałam to zrobić w święta a tu już po ale to dlatego, że miałam dużo roboty. Wiecie jak to jest.
Zostaw swój komentarz jeśli czytałeś/aś mojego bloga :P

Uzdolniona 18

Wolterian wzięła sztylet ze złotą rękojeścią od wampira, który przyniósł go na czerwonej poduszce, przecięła sobie dłoń i pozwoliła  by krew kapała do kielicha. Po krótkiej chwili podała mi go i odsunęła się do tyłu. Spojrzałam na zebranych. Wszyscy patrzyli na mnie z wyczekiwaniem. Stałam z kielichem krwi mojej „rodzicielki”.
Za dwa dni mam być martwa i już się nie obudzić, chyba że Billowi uda się zrealizować plan. Zobaczyłam w tłumie Lucianę, nasze spojrzenia się zetknęły. Wampirzyca  uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco. Ponagliła mnie gestem dłoni. Podniosłam kielich do góry, po czym z wciągniętym powietrzem wypiłam duszkiem krew Wolterian. Była lekko słonawa i zimna. Wzdrygnęłam się ledwo zauważalnie. Zrobiło mi się niedobrze, ale powstrzymałam pawia przed ucieczką z mojego żołądka. Nie wiem czy robiłam się blada, zielona, czy filetowa, ale Luciana podbiegła do mnie wystraszona i zaprowadziła mnie do mojej komnaty mówiąc zebranym , że mam wizje dlatego tak wyglądam.
-Clarie! Co ty robisz? O mało nie puściłaś pawia przy wszystkich!!-
-Wybacz, ale jest mi niedobrze. Strasznie niedobrze.- pobiegłam do łazienki i ubrudziłam umywalkę czerwonym płynem. Umyłam twarz i wyszłam z toalety.
-O Boże Clarie! Zwymiotowałaś krew  Wolterian! Bez niej się nie przemienisz-
-Jak to? Dlaczego?-
-Bo musisz mieć cząstkę krwi wampira, żeby przeżył w tobie gdy królowa wypije twoja krew-
-Ale…-
-Żadne ale. Wiem, jest obrzydliwa, też prawie zwymiotowałam przy swojej przemianie.-
-I co teraz zrobimy?-
-Zostanę twoją rodzicielką!-
-Co? Tak można??-
-Nie wiem. Nie mamy innego wyjścia. Musisz wypić moją krew.- Luciana zaczęła rozglądać się za jakimś ostrym narzędziem.
-Weź Latarica.-W mojej ręce pojawił się sztylet jak tylko o nim pomyślałam.
-Oo. Ładny sztylet.-Luciana wzięła Latarica i przyglądała mu się chwilę.
-Dzięki. To po ojcu.-
-Cenna pamiątka.- Luciana przebiła żyłę w nadgarstku, przelała swoją krew do kielicha i podała ją mnie. Wypiłam ją. Była słodka i ciepła. O wiele lepsza w smaku niż Wolterian.
-I jak??-
-Jest lepsza.- Zaczęłyśmy się śmiać.

Nagle coś sobie uświadomiłam.
-Niedługo czeka mnie śmierć. I co ja wtedy zrobię??-
-Nie martw się ja i Bill będziemy przy tobie.- Luciana usiadła obok mnie i przytuliła.
Jak na wampira jej skóra była mniej chłodna od innych. Wytłumaczyła mi, że to dlatego ,że ona zatrzymała uczucia takie jak miłość i radość, gdzie inne wampiry wyrzekły się tego zastępując je gniewem i nienawiścią oraz pychą.
-Nie rzygniesz już??-
-Nie martw się twoja krew mi nie zaszkodziła.- Wróciłyśmy na uroczystość i udawałyśmy, że nic się nie stało unikając telepatycznego wzroku Wolterian.

Pliss! Smarujcie komentarze, bo nw czy ktoś tu jeszcze zagląda.
Jeśli wam się podobał napiszcie o tym w komentarzach jeśli nie proszę krytykować bez wulgaryzmów i przezwisk.
Lola Luna

Uzdolniona 17

Gdy weszliśmy Vittorio zaprosił nas na środek sali jednak Billowi kazał zostać w połowie drogi. Zostałam sama.  Krzesła tronowe były puste obok jednego z nich stał jednak James do drugiego podszedł Vittorio. Brakowało tylko Wolterian, która zasiadłaby na środkowym tronie.
Po chwili w polu widzenia pojawiła się czarnowłosa i blado skóra kobieta. Miała na sobie suknię z wysokim nacięciem tiulowanej halki, która ukazywała piękna długa nogę królowej podczas chodzenia.
sukienka WolterianStanęła przed swoim krzesłem tronowym.
-Witam na uroczystości przemiany! Dziś będziemy cieszyć się i bawić przybyciem nowego członka klanu! Za dwa dni odbędzie się ceremonia śmierci i odrodzenia! Ale najpierw poznajmy naszą przyszłą królową! O to Clarie Penchallow!!-
Wampiry zebrane na sali zaczęły się kłaniać przede mną, ale zaraz podnieśli się wszyscy i zaczęli klaskać, niektórzy gwizdali.
-Czy zechcesz coś powiedzieć Clarie?- jej mina sugerowała, że nie mogę odmówić. Weszłam więc na podest, stanęłam obok Wolterian  i zaczęłam.
-Witajcie! Muszę się wam przyznać, że przemiana trochę mnie przeraża.- usłyszałam śmiech, jakbym opowiadała dowcip i to całkiem dobry. – Może nie znacie tego uczucia, bo wam ono nie towarzyszyło podczas waszej przemiany, Ale na pewno są w śród was osoby, których przemiana przerażała tak samo jak mnie teraz. Każdy z was został przemieniony, w taki czy inny sposób, ale wiem, że wielu z was czuło strach przed tym co ma nastąpić.- wszyscy ucichli gwałtownie ich miny mówiły, że rozumieją mnie. Uśmiechnęłam się sama do siebie i dokończyłam przemowę. -Ale cieszę się, że zostanę jedną z WAS!!- Ciszę rozdarły okrzyki radości i gromkie brawa.
-Dobrze! A więc świętujmy!-Wolterian zeszła z podestu i zlała się z tłumem witając co poniektórych. Do sali weszli kelnerzy ze srebrnymi tacami na których stały kielichy ze złota w nich znajdował się czerwony płyn zbyt gesty jak na wino. Również zeszłam z podestu i zaczęłam szukać wzrokiem Billa, ale to Luciana znalazła mnie pierwsza i podała mi kielich. Odmówiłam gestem ręki.
-Myślisz, że to krew? Owszem w moim kielichu ona jest, zmieszana z winem ale tobie daję czyste wino tak samo jak i Billowi. Nie martw się dbam o wszystko.- mrugnęła do mnie z w szelmowskim uśmiechu. Wzięłam od niej kielich i upiłam łyk słodkiego wina czuć było lekko alkohol. To był mój pierwszy raz kiedy piłam jakikolwiek alkohol, ale nawet mi smakował.  Podszedł do nas Bill, strasznie chwiejąc się na nogach.
-Witam panie, jak zabawa?- zapytał z przesadnym rozbawieniem.
-Bill?? Wszystko w porządku?- zapytałam.
-No pewnie mała. Masz fajnych poddanych tylko tacy trochę chłodni nie uważasz?-zaśmiała się z przerwami na pijacką czkawkę.
-Ile ty wypiłeś?- Odpowiedziała za niego Luciana.
-Z tego co widziałam na jednym kielichu się nie skończyło.-
Pomyślałam, że musiał tego sporo wypić, ponieważ wino nie jest mocne a kielichy nie są wypełnione nawet do połowy.
-Bill coś ty zrobił! Och Luciana pomóż mi zaprowadzimy go do jego komnaty.-
Wzięłyśmy go pod boki i wyprowadziłyśmy z sali. Gdy weszłyśmy do jego komnaty wyrwał się nam z rąk i szybkim ruchem zamkną drzwi.
-Co ty…-
-Ciii… Clarie ja udawałem.-
-No Wow Sherlocku w życiu bym się nie domyśliła. Jak zamykałeś drzwi nie wyglądałeś na schlanego w trupa.-
-Clarie tu chodzi o coś ważnego- Przerwała mi Luciana,
-No więc o co chodzi?-
-Dowiedziałem się co planuje Wolterian, musiałem ci o tym jak najszybciej powiedzieć i musiałem coś wymyślić żeby cię wyciągnąć z sali-
-No więc o co chodzi? co takiego planuje Wolterian?-
-Ona chce nie dopuścić do twojej przemiany-
-Niby jakim cudem? Przecież wszyscy się dowiedzą.-
-Nie. O to chodzi że przejdziesz przez wszystkie ceremonie ale ona nie chce cię grzebać mówiła że zamknie twoje ciało w lochach w sarkofagu a poddanym powie że dołączyłaś do tych nieżywych nieumarłych.-
Widząc moje zdziwienie Luciana wyjaśniła.
-Chodzi o wampiry którym nie udało się powstać z grobu, lub przemiana nie dokonała się w pełni. Ja wolałabym to drugie wyjście. Przynajmniej wiesz że nie żyjesz.-
-To co się dzieje z tymi co nie powstają z grobu?-
-Ci którym nie uda się powstać z grobu leżą zakopani w ziemi ze świadomością że już stamtąd nie wyjdą, albo przez długi czas kopia ziemię, ale młody wampir nie ma siły żeby tego dokonać więc zostaje uwięziony. Dlatego zakopujemy ich płytko żeby łatwiej było im się wydostać, jeśli ktoś nie wie jak głęboko ma być zakopany wampir to wtedy…-
-No i co czyli ja mam zostać jedną z tych nieżywych nieumarłych?-
-Nie. To znaczy że ty nie będziesz ani jednym ani drugim. Będziesz zawieszona miedzy dwoma światami, żyjących i zmarłych. I jeśli nie zostaniesz zakopana możesz trwać w takim „transie’ całą wieczność.- wyjaśniła.
-To tak jak hibernacja. Naukowcy mieli coś takiego wymyślić, żeby ludzie mogli zasnąć i obudzisz się po kilku latach nie starzejąc się.-
-No coś w tym rodzaju- Dodała Luciana.
-Ale to niedorzeczne! -
-No właśnie. ale spokojnie mamy plan.-
-Dowiem się co to z plan??-
-Jak mi dasz dojść do słowa to …-
-Wybacz mów-
-No więc gdy Wolterian cię zabije, zostawi cię martwą na cały dzień i następnego „zechce”- Bill zrobił cudzysłów palcami.- cię przenieść, ale tego nie zrobi. Więc my postanowiliśmy, że tego dnia wykradniemy twoje ciało. Wolterian będzie wścieła, ale my będziemy już daleko i być może uda nam się ciebie przemienić za nim wrócimy do Domu Mutanta.-
-Dobrze. Uff za dużo wina chyba zaraz…- zrobiło mi się słabo.
-Znów zemdlejesz?- Bill pomógł mi usiąść.
-Nie… Chyba… Będę miała… Wizję…-
„Idę korytarzem po Szkole Uzdolnionych. Coś się tu nie zgadza. Korytarze przepełnione zawsze uczniami, pokoje sypialnie, wszystkie pomieszczenia były puste. Usłyszałam krzyki, wybuchy. Wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam zgiełk, chaos. Wybiegłam na dwór, wampiry  rzucały się do gardeł wilków. Martwe ciała. Jeden likantrop stanął przede mną i skoczył. Schyliłam głowę, ale on przeszedł przeze mnie jak przez ducha i rzucił się na wampira stojącego kilka metrów za mną. Zębami złapał go za głowę, urwał ją a martwe ciało bladoskórego mężczyzny padło na kolana po czym legło tuż przy moich nogach i rozpadło się jak potłuczona porcelana.  Wilk, który go zabił zawył nagle z bólu, odwrócił się do mnie prawą stroną. Zobaczyłam w jego piersi srebrną strzałę, ciało dookoła zaczęło się wypalać i po chwili likantrop leżał martwy. W oddali dostrzegłam mężczyznę ze skrzydłami i ogonem orła. To był Clod walczył z Vittorio. próbowali wzajemnie się zabić. Walka przechylała się na stronę Vittorio. Podbiegła do nich dziewczyna. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to ja. Zobaczyłam jak Clod pada u jej stóp. Podeszłam do tej pary. Clod patrzył się na rudowłosą dotknął jej policzka. Wytarł jej łzy. Po czym ręka opadła mu bezwładnie, mój sobowtór z wizji płakał. Poczułam, że i ja płaczę. Nagle zobaczyłam, że coś przeleciało przez moją pierś po czym zobaczyłam swoją podobiznę przebitą strzałą . Clarie pada na kolana i…
Wuj podbiega do niej wyciąga strzałę z piersi dziewczyny. Mutantka zobaczyła swojego oprawcę, widziałam w niej wściekłość. Ruszyła na wampira i zabiła go. Sprawdziłam jej ranę, ale moja postać  nie miała śladu po strzale. tylko jej ubranie było czerwone od krwi.
Wszystko powoli zaczęło się rozmywać, w ostatniej chwili zobaczyłam jak zabijam Wolterian i mężczyznę podobnego do wuja tylko o wiele starszego, który zapraszał na negocjacje.”

Obudziłam się a raczej oprzytomniałam po wizji.
-Clarie! Clarie? Jak dobrze, że już wróciłaś! Co widziałaś? Powiedz-
-Bill przestań ją tak szarpać. Musi się pozbierać jeszcze. Popatrz na nią wygląda jakby przedawkowała.- uprzedziła go Luciana.
Po paru minutach byłam już na tyle przytomna i świadoma by opowiedzieć co się stało. -Tym co zrobimy teraz wywołamy wojnę. Zginie Clod!- dokończyłam.
-A skąd wiesz, że ta wojna rozpęta się właśnie przez nasz plan? Może widziałaś wojnę daleką w przyszłość?-
-O tym nie pomyślałam. Możesz mieć racje, panikuje tylko. Dobra trzeba wracać, bo zaczną coś podejrzewać, a ty kładź się przecież jesteś „pijany”-
-O tak, jasne , jasne już się kładę.- bill zaczął udawać pijanego. Zaśmiałam się. Pocałowałam go na dobranoc i wyszłyśmy na zewnątrz.  Gdy weszłyśmy na salę poszłam szukać  Wolterian chciałam z niej coś nie coś wyciągnąć, miałam nadzieję, że przynajmniej w myślach udowodni to co usłyszałam od Billa.
Znalazłam ją jak rozmawiała sobie wesoło z jakimś wampirem. Podeszłam do niej dopiero po chwili zorientowałam się, że wampir z którym rozmawiała był czarnoskóry.

– Och! Clarie nareszcie jesteś wszędzie cię szukałam-
-Ach tak?- zapytałam niedowierzając.
-Tak już najwyższa pora!-
-Na co?- Wolterian zignorowała moje pytanie. Złapała mnie za rękę i zaprowadziła znów na podium.
-Drodzy zebrani! Nadszedł czas na wybranie Rodzica dla Clarie!-
Wszyscy zebrani zaczęli oglądać się na siebie, szeptali a gdy szum ucichł obok Wolterian stanął James.
– A więc głosujmy! Kto wybiera na rodzica Wolterian?- zapytał zgromadzonych Vittorio.
Wampiry nie podniosły rąk, tylko ci którzy nie wybrali Wolterian zrobili się niscy, a może to dlatego, że ci którzy ją wybrali nagle urośli? Nagle zauważyłam, że ci stojący wyżej nie stoją, a lewitują w powietrzu. Wciągnęłam z sykiem powietrze, ale nikt nie zwrócił na to uwagi.
-A więc przegłosowane! Rodzicem Clarie zostanie Wolterian!-

Uzdolniona16

-To chyba jakieś żarty!- James właśnie chciał coś dodać, ale w tym samym czasie otworzyły się ogromne zabytkowe drzwi i do auli wszedł Vittorio z jasnoskórą kobietą zapewne wampirzycą, miała krótkie białe włosy które niesfornie opadały jej na czoło.
-O Luciana wreszcie jesteś zabierz księżniczkę do jej komnaty i przygotuj do Ceremonii.-
-Jeszcze nie skończyłyśmy!-
-Ja właśnie skończyłam. No zabierz ją za nim tu mi wybuchnie!-
Chciałam coś powiedzieć, ale Luciana mocno ścisnęła moją rękę była silniejsza ode mnie i bez problemu wyciągnęła mnie z auli.
-A co z Laurą a Bill? Gdzie on będzie w tym czasie?- zapytałam milczącą wampirzycę.
-Laura pewnie została już przetransportowana do Domu Mutanta. A o niego się nie martw znając nasza królową już kogoś wysłała po niego, o wilku mowa- pokazała na mężczyznę idącego korytarzem w naszą stronę. -Idziesz po mutanta?- Wampir tylko potakną skinieniem głowy. Widać było, że nie jest tym zachwycony.
Po pewnym czasie krążenia po korytarzach weszłyśmy do zacienionego pokoju. Tylko przy łóżku i na toaletce świeciły się pięcioramienne świeczniki.
-O to twój pokój cesarzowo- ukłoniła mi się.
-Nie jestem jeszcze nią-
-Jeszcze.-
-Masz tupet, dyskutować z przyszłą cesarzową?- uśmiechnęłam się do niej a ona go odwzajemniła.
-Chciałam tylko rozluźnić atmosferę.-
-I udało ci się, myślałam że wszystkie wampiry są takie sztywne jak Wolterian i Vittorio.- Lucianę wyraźnie rozbawił ten komentarz.
-To prawda większość nowych też tak uważa, ale Wolterian i Vittorio to władza oni tak muszą się zachowywać a my robimy co nam każą a gdy nie widzą zachowujemy się normalnie. Pozwalają na to, ale wymagają by przy nich zachować powagę.-
-To dobrze, bo sfiksować można- Luciana rozluźniła się i prychnęła wysokim śmiechem. Jej śmiech był tak śmieszny, ze po chwili obie śmiałyśmy się w głos.
-Kiedy nastąpi przemiana?-
-Wszystko w swoim czasie. Czekają cię najpierw trzy ceremonie a drugą połącza jeszcze z jednym świętem by oszczędzić czas.-
-Jakie to ceremonie?-
-Pierwsza czyli dzisiejsza to Ceremonia Przemiany, na niej Wolterian przedstawi cię reszcie klanu i będziemy świętować przybycie nowego członka czyli ciebie. Druga ważniejsza od poprzedniej to Ceremonia Oznaczenia nie powiem ci co cię czeka, bo to poufne dowiesz się jutro, ktoś ci powie i tu połączymy jedne ważne wydarzenie to nie ceremonia, ale po prostu ogłoszenie twoich zaręczyn z Jamesem.- skrzywiłam się na ta wiadomość, już jutro będę miała narzeczonego, którego nie chce. – A trzecia to Ceremonia Śmierci i Odrodzenia no to już wiesz co będą robić na tej ceremonii. No i ta ceremonia trwa aż do twojego zmartwychwstania.-
-Taaa, ta pierwsza i ostatnia rozumiem ale ta druga ? Nie wiem na czym to badzie polegać , bo jak sama powiedziałaś to „tajemnica”, i do tego zaręczyny. Na nic takiego się nie zgadzałam.- Luciana zrobiła minę jakby nie była zaskoczona.
-Taka jest Wolterian, najważniejsze szczegóły pomija. No ale dość, musisz odpocząć przyjdę po ciebie jak nadejdzie czas.-
-Ale… mam sama tak zostać?-
-Prześpij się, albo coś porób, musisz odpocząć Ceremonia będzie trwała całą noc i raczej nie dadzą ci tak szybko odejść, my wampiry nocą zaczynamy żyć. -
-No tak, bo słońce wam szkodzi bla, bla…- Luciana zaczęła się śmiać.
-Ty na prawdę wierzysz w te ludzkie bajeczki? Słońce nam nie szkodzi! Po prostu mamy udoskonalony wzrok widzimy lepiej w nocy, bo w dzień słońce nas oślepia i jesteśmy bezbronni, a jeśli myślisz, ze czosnek i krzyż boży nas odstraszają to także ludzka bajka, czosnek po prostu za bardzo śmierdzi, a wiele wampirów po prostu nie wierzy w waszego Boga ponieważ on mówi o piekle śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa to skoro Jezus zmartwychwstał i my to potrafimy to także jesteśmy bogami? No proszę cię, ale są w śród nas wampiry głęboko wierzące w Boga.-
-A osikowy kołek??- Luciana się skrzywiła jakbym ją oparzyła.
-To akurat prawda…- nagle zaczęła się trząść zobaczyłam, że się śmieje -Nie no naprawdę żartowałam zabić nas może tylko rozerwanie na strzępy i spalenie zwłok.-
-Ok… Warto wiedzieć.- puściła mi oko i wyszła z pokoju.

Nie mogłam spać więc poszłam do łazienki i wzięłam długi gorący prysznic. Po wyjściu spod prysznica, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. W pokoju coś się zmieniło przy łóżku stał wózek hotelowy a na nim zawieszona czarna suknia i dodatki. Do sukienki delikatnie przyczepiona została karteczka z napisem „ZAŁÓŻ TO NA CEREMONIĘ”  westchnęłam ciężko. Nie lubię czerni przynajmniej nie aż tak głębokiej no, ale cóż.
Wysuszyłam włosy, ubrałam po kolei to co było na wieszaku od bielizny po czarną suknię. Zostały mi jeszcze rękawiczki długie go łokci kiedy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- do środka weszła Luciana.
-Witam. -
-No witam witam. Musze to zakładać?- pokazałam jej rękawiczki.
-Tak. Symbolicznie. Chodzi o to byś „stopiła się z nocą”- zrobiła cudzysłów palcami.- Twoja skóra musi być jak najbardziej zakryta czarną tkaniną, więc tak musisz założyć te rękawiczki. Chodź uczesze cię.-
Usiadłam przed toaletką na krześle a Luciana zaczęła rozczesywać moje włosy. Zrobiła mi kłosa zaczynającego się z boku. 
warkocz

„Tak mniej więcej wygląda.”

Gdy skończyła obejrzałam jej dzieło w lusterku. Coś przykuło moja uwagę. Na toaletce prócz rękawiczek na poduszeczce leżał piękny diadem wysadzany brylancikami, które odbijały niebieskie światło szafiru który osadzony był na szczycie korony.
diademOniemiałam z zachwytu.
-WooW! Jest śliczny-
-To prezent od Jamesa. Kazał mi tego nie mówić, bo nie będziesz chciała tego włożyć-
-I miał rację. Nie założę- oburzyłam się ze złości.
-Powiedziałam ci o tym jako twoja przyjaciółka. Przynajmniej chciałabym nią być-
podeszłam do niej i lewą ręką objęłam w pasie.
-Oczywiście, że jesteś moją przyjaciółką. Jako jedyna wyciągnęłaś do mnie dłoń.- Luciana uśmiechnęła się.
Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- ale zamiast wejść zobaczyć kto to usłyszałyśmy tylko przytłumiony głos:
-Ceremonia oznaczenia powoli się zaczyna!-
-Już idziemy- odkrzyknęła Luciana. -To jak założysz diadem?- Wiem, że nie lubisz swojego przyszłego narzeczonego, ale ten diadem idealnie będzie pasował do twojego stroju i twojej cery.-
- Okey. Przekonałaś mnie. A niech cie cieszy, bo trochę zbladł ostatnio- Luciana wybuchła śmiechem.
Nagle w drzwiach staną Bill, ubrany był także na czarno, jego koszula lekko jaśniejsza od garnituru , pantofle, nawet spinki do mankietów były czarne, dołożyć do tego jego czarne włosy i to on mógł by stapiać się z nocą. Uśmiechnęłam się sama do siebie, wyglądał bardzo dostojnie.

-Co jest takie zabawne?-po czym zobaczył mnie. Osłupiał na chwile a potem dodał. -Jeszcze nie gotowa? Wszyscy już czekają.- Wzięłam rękawiczki i powoli założyłam jedną, z drugą miałam lekki kłopot, ponieważ prawa ręka już ubrana w rękawiczkę ślizgała się na tej drugiej. Bill zobaczył jak walczę z częścią ubrania podszedł do mnie, staną z tyłu i delikatnie wziął rękawiczkę w dłonie i wciągną ją na moje przedramię. Ciarki mnie przechodziły za każdym razem gdy jego palce dotykały mojej skóry. Spojrzał się na mnie. Był bardzo blisko, nasze oddechy się mieszały ze sobą i gdy tak zbliżał się żeby mnie pocałować…
-Echem-Luciana delikatnie dała nam znać, że nie pora na to. Uśmiechnęłam się na widok zawiedzionej miny Billa. Widać było, że długo na to czekał.
Wyszliśmy z pokoju. Na korytarzu panował chłód , bił on od kamiennych ścian i podłogi, lekko zadrżałam. Sukienka i rękawiczki nie dawały zbyt wiele ciepła.
-Proszę. Będzie cieplej.- Bill położył na moich ramionach coś puszystego, spojrzałam na materiał i zobaczyłam krótkie futerko dopasowane do sukni.
-Dziękuję- pocałowałam go w policzek.
-Mmm mmm…. Przyjemne uczucie.- Zaśmiał się.
-Nie przyzwyczajaj się tak, bo jeszcze zatęsknisz za tym.- pogroziłam mu.
-Już tęsknię- posłał mi zawadiacki uśmiech i mrugną okiem. Wyciągną przed siebie dłoń, jak to kiedyś w IX wieku książęta mieli zwyczaj podawać dłonie swoim partnerkom. Położyłam swoją dłoń na jego, on ją lekko chwycił, odwróciliśmy się  i ruszyliśmy w stronę sali tronowej.

Uzdolniona 15

-Serio? Ty przecież jesteś wampirem a on…- nie pozwolił mi dokończyć.
-W połowie aniołem, łowcą demonów inaczej Nefilim. Tak to był mój syn za nim zostałem wampirem. Po przemianie Dorian wyrzekł się mnie, bo jego zdaniem zhańbiłem naszą krew. Krew wszystkich Nefilim.-
-Czyli teraz jesteś i jednym i drugim?-
-Nie. Po przemianie krew wampira zdusiła to co we mnie anielskie. Jestem teraz tylko wampirem. Dziękuję, ze zapytałaś.-
-Nie ma za co, ale…_
-DOŚĆ!! Mam dosyć tych waszych przekomarzań!- Wolterian usiadał na tronie i rozmasowała skronie.
-Boli mnie od tego głowa! Nienawidzę, gdy ktoś przy mnie rozmawia o aniołach i Nefilim!-
-Dobrze uspokój się moja droga- Vittorio podszedł do niej i ucałował ją lekko w dłoń.
-Vittorio!! Zawołaj Lucianę niech weźmie Clarie i przygotuje ją do przemiany.- rozkazała.
Wampir ukłonił się jej i wyszedł z sali. Obok niej zaraz pojawił się James.
-Mam coś dla ciebie zrobić?-
-Nie! Siedź tutaj ze mną. Nie chce zostawać sama z mutantami. Nie ufam im.- powiedziała to na tyle głośno byśmy ją usłyszeli.
-Tak, jakbyśmy mogli ci coś zrobić nie narażając się na atak se strony twoich podwładnych, , których tu jest ogrom jak sądzę.-
-Masz rację, ale wolę mieć pewność.-
-Nie powiedziałaś mi co się stało z Laurą nawet jej nie widziałam.- spojrzałam się na Wolterian ona tylko lekko się uśmiechnęła zaklaskała w dłonie a do sali wszedł mocno zbudowany wampir ukłonił głowę przed nią a ona rozkazała
-Przyprowadź tego kundla nasz gość chce ją zobaczyć-
On kiwną głową.
-Wolterian hamuj się trochę mówisz o mojej ciotce!!-
-Wybacz, ale w swoim królestwie mogę mówić co chcę a i do tego jestem jeszcze wyżej rangą od ciebie, bo przecież jesteś na razie tylko księżniczką a co ma księżniczka do królowej? To że może mnie łaskawie w dupę pocałować a ja grzecznie odmówię jej tego przywileju.-
Tak się wściekłam, że podeszłam krok w jej stronę ale Bill złapał mnie za rękę i szepną.
-Odegrasz się na niej później teraz wolałbym nie wszczynać awantur.-
-Ona mnie obraziła! Pozwolisz jej tak mnie traktować? Bo ja nie!-
-Pomyśl o tym, że przez to nie przemieni cię i nie staniesz się nieśmiertelna.-
Dałam sobie spokój, miałam ochotę rozszarpać ją na strzępy, ale niestety Bill miał rację co jeszcze bardziej mnie wkurzało. 

Za chwilę drzwi do auli otworzyły się a w nich staną ten sam wampir, którego Wolterian wysłała po Laurę ciągną za sobą jakiś łańcuch. Widać po jego staraniach coś albo ktoś na końcu tego łańcucha mocno się zapierał by nie wejść do auli. Jednak szybko sobie poradził z problemem. złapał łańcuch w obie ręce i mocno pociągną do siebie. Do auli wręcz wskoczyła w kocim stylu Laura, jej blond włosy okalały jej łopatki, te na górze były zmierzwione jakby dopiero wstała z łóżka, ale ja wiedziałam, że ona nawet nie miała łóżka. Obdarzyła Wolterian wściekłym spojrzeniem a potem w oczy rzuciły jej się nasze sylwetki, Billa rozpoznała od razu co było widać po jej nadziei w oczach jednak mnie nie widziała od dawna lub nawet w ogóle więc przyglądała mi się tylko z zaciekawieniem w oczach.
-Witaj moja przynęto. Jak już zauważyłaś jest tu twój przyjaciel i siostrzenica. Przyszli cię ratować więc…- Wolterian pstryknęła palcami a wampir trzymający Laurę w ryzach odpiął jej kajdany. Laura potarła zranione nadgarstki i patrzyła się mocno zdumiona to na wolterian to na nas. Podeszłam do niej i położyłam jej dłoń na ramieniu.
-Ciociu, to ja Clarie. Nie wiem czy mnie kiedyś widziałaś, ale chyba wiesz kim jestem?-
Laura przyjrzała mi się uważnie a potem spojrzała na Billa. Złapałam ją za skaleczone nadgarstki zamknęłam oczy i intensywnie myślałam o tym by rany zniknęły. Tak jak w przypadku popękanej ściany w Szkole Uzdolnionych tak i dłonie cioci zagoiły się a po czerwonych pręgach nie został nawet ślad.
-To naprawdę ty!- ciocia wpatrywała się we mnie jeszcze chwilę nie dowierzając w to, że jestem tu, ale potem mocno mnie przytuliła.
-Och co za wzruszająca chwila, chyba się porzygam.- wolterian zaczęła mówić słodkim głosem a skończyła z obrzydzeniem.
-Zamknij się Wolterian!- Laura była wściekła. -Co chcesz teraz zrobić?- teraz spojrzała na mnie.- Na co się zgodziłaś? Zabiją cię? Nie pozwolę!- ciocia zasłoniła mnie własnym ciałem. wolterian się głośno roześmiała.
-Nie, ciociu uspokój się, wolterian przemieni mnie w wampira  a potem stoczymy walkę o władze nad wampirami.-
-Myślisz, że dotrzyma umowy?!- Laura nie była zbyt tym przekonana.
-Uważasz, ze kłamię??- w ustach Wolterian słychać było odrazę – Jak śmiesz nawet tak myśleć? Władcy dotrzymują umowy jeśli ją zawarli nawet tacy jak ja.-
-Może i dotrzymasz słowa, ale na pewno nie zawarłaś w umowie faktu, że jeśli Clarie cię pokona to automatycznie zostanie narzeczoną Jamesa, bo takie są zasady waszej dziedziczności, tylko kobieta może być władcą wampirów, ale jeśli nie jest z rodu Stone’ ów musi poślubić syna z tego rodu, a w tym przypadku Jamesa. Mam rację?-
Spojrzałam na Laurę z niedowierzaniem przecież nic nie było mowy o tym.
-Ooo, widzę że odrobiłaś lekcję kochana. Tak to prawda i nie wspomniałam o tym, bo wtedy nie miałabym następczyni. Teraz już za późno po złożeniu umowy ustnej nie ma odwrotu, gdyby to była pisemna umowa mogłybyśmy ją podrzeć a tak…    Clarie i James od dziś są zaręczeni! Poznajmy parę młodą.- wolterian była z siebie bardzo zadowolona.
-Co??!!!! nie umawiałam się z tobą na żadne zaręczyny nie zgadzam się…  James?  On?  Ja?  To jakieś żarty. Przecież Richard ostrzegłby mnie przed tym musiał to wiedzieć.-
Laura przytuliła mnie lekko i powiedziała smutno.
-Niestety nikt tego nie wiedział, ja dowiedziałam się o tym przypadkiem gdy strażnicy pilnujący mnie o tym rozmawiali inaczej bym nie powiedziała tego.-
-Oj! Dajcie spokój! Przecie wszyscy tu zgromadzeni wiemy, że wchłaniacze mają prawo do wielożeństwa! No błagam kto tego nie wie.- Wolterian kpiła sobie ze mnie w najlepsze.
-Ja nie wiedziałam. I nie zamierzam dopuścić do mojego wielożeństwa ja mam 16 lat!!! Nie jestem gotowa na to by odpowiedzieć Billowi czy to z nim chce być a Ślub?? Poszaleliście wszyscy!!!! Ja za nikogo nie wyjdę nawet jeśli przez to miałabym nie zostać przemieniona w wampira.-
-To się jeszcze okaże.-

Wiresze

Prócz książki piszę również wiersze chciałabym przytoczyć trzy które dostały największe uznanie wśród moich przyjaciół.

„Sen”
BĘDZIESZ UCIEKAĆ ZGINIESZ
BĘDZIESZ WALCZYĆ PRZEŻYJESZ

Uciekam każdej nocy.
Zatrzymuję się każdej nocy.
Walczę każdej nocy.

Śmierć każdej nocy mnie spotyka.

Ginę każdej nocy tak samo.
Jednak każdej nocy inaczej.

Najpierw cień.

Potem oczy i kły.
Następnie potwór i pazury.

Na koniec ON i słowa:

„Stęskniłem się za tobą.
Już niedługo będziemy razem.”

Śmierć, nicość, krzyk i strach!
KAŻDEJ NOCY TAK  SAMO.

Ten wiersz został zainspirowany moim koszmarem sennym. Miałam ten sam koszmar przez spory kawał czasu co noc śniło mi się, że spotykam cygankę, która wróży mi mówiąc właśnie pierwsze dwa zdania z wiersza Będziesz uciekać itd. potem coś mnie goni uciekam i ginę tak przez dwie pierwsze noce potem walczyłam z bestią która ukazywała się co jakiś czas w inny sposób na końcu w ostatnim koszmarze pojawił się mój zmarły chłopak i to on wypowiedział te słowa po czym mnie zabił. Od tamtej pory śni mi się rzadziej, ale już tylko ta ostatnia wersja snu. (pewnie zanudzam na śmierć, wybaczcie ale chcę wam wyjaśnić skąd biorą się te pomysły na wiersze)

„On i Ona”

On i ona, przypadkiem się poznali.

I nigdy, się już nie rozstali.
Mimo, że jego nie ma już na świecie.
Ona ciągle kładzie mu na grobie kwiecie.

On pocieszał ją w każdy dzień.
Ona szybko zakochała się weń.
Obiecali sobie miłość aż po grób.
On zaraz potem zrobił się zimny trup.

Ona strasznie rozpaczała.
Już nigdy nikogo nie pokochała.
Teraz sama jest na świecie.
I kładzie mu na grobie kwiecie.

Ten wiersz został zainspirowany niestety śmiercią mojego chłopaka napisałam go w 4 rocznice jego śmierci.

„Przyjaźń”

Przyjaźń to nie zabawa.
Czasem bywa trudna
W zrozumieniu, wybaczeniu.

Przyjaźń to zaufanie,
Które tak trudno zdobyć
A tak łatwo stracić.

Przyjaźń to miłość
Braterska, duchowa
I nie rozerwalna.

Przyjaźń to prawda
Ta bolesna i ta radosna.

Przyjaźń to więź zbudowana
Na zaufaniu, miłości i prawdzie.


Dedyk:

ŻANETO jesteś naszą miłością, zaufaniem i prawdą, ponieważ złączyłaś nas w jedną CAŁOŚĆ.
ANIU jesteś naszą prawdą, ponieważ potrafisz powiedzieć bolesną prawdę by żyło się LEPIEJ.
ANGELIKO jesteś naszą miłością, ponieważ nikt nie ma jej tyle co ty ANIOŁKU.
JA  jestem naszym zaufaniem, ponieważ tak trudno jest mi UFAĆ.

To jeden z weselszych wierszy tak na koniec. :D   Dedyk poświęcony jest moim najlepszym przyjaciółkom, które zawsze mnie wspierają. Bywa, że zdarzają się między nami kłótnie, ale nie umiemy się na siebie długo gniewać.         

               KOCHAM WAS!!!

Postacie 2

Dalsza część przedstawienia postaci.
Dorian

 jace 1jace

 

 

Chłopak poznany przez Clarie, ma 17 lat jest Nocnym Łowcą tropi i zabija demony jest w połowie aniołem. Zakochał się w Clarie od pierwszego wejrzenia. Będzie próbował ją zdobyć za wszelką cenę. Na co dzień zimny i cyniczny zmieni się dzięki Clarie w chłopaka z marzeń każdej dziewczyny.


ALEXANDER

alex

 

 

Na co dzień używa skrótu imienia Alex tak jak Dorian jest Nefilim. Są parabatai (więcej niż przyjaciele to przyjaciele, bracia, koledzy od miecza chronią sobie plecy, chronią sobie wzajemnie życie). Ma 18 lat po śmierci rodziców zaopiekował się młodszą siostrą i przybranym bratem Dorianem. Jest gejem.

 


ROSALIE

rose

 

 

 

 

Rose, 16 lat wpatrzona w starszych braci pomaga im na każdym kroku. Chce zostać najlepszym nocnym łowcą. Nie zna żadnych dziewcząt w swoim wieku i zachowuje się jak chłopak, ale by zwabić demona w pułapkę potrafi dobrze uwodzić.

 

LUCIANA
luciana

 

 

 

 

 

Jest wampirzycą, jako pierwsza wyciągnęła do Clarie pomocną dłoń. Zostały przyjaciółkami.  Jest pierwszym w historii wampirów wampirem ciepło skórnym, to dzięki temu, że nie wyrzekła się miłości i wrażliwości na krzywdę innych. Ma 116 lat.

 

WOLTERIAN
wolterian

 

 

 

Królowa wampirów, sięga już 15 300 lat. Zaproponowała Clarie swoje stanowisko i przemianę w wampira, jednak nie będzie chciała wywiązać się z umowy.

 

JAMES
james

 

 

 

 

Brat Wolterian, drugi władca wampirów i śledczy zarazem. Ma 15 200 lat. Od kiedy Clarie ujawniła swoje zdolności jego moce śledczego wzrosły na tyle, że tylko on mógł ja wytropić. Zakochany w Clarie zostanie jej narzeczonym co było nie powiedziane a zawarte w umowie Clarie i Wolterian.

 

VITTORIO
FILM 'INTERVIEW WITH THE VAMPIRE' BY  NEIL JORDAN

 

 

Partner Wolterian. Szarmancki 48 latek dopiero uczy się jak być wampirem. Jest ojcem Doriana wyrzekł się swojej anielskiej krwi dla Wolterian, która rozkochała go w sobie.

 

LORNA
mistik

Zwana inaczej Mistik, jest a raczej była najlepszą przyjaciółką Richarda, wzajemnie zastępowali sobie rodzinę. Zakochała się w Stephenie gdy ten był jeszcze młodym trochę ponad 2 000 mutantem i po kłótni przyjaciół poszła z ukochanym, jest przy niem do dziś ma już 3 120 lat i nie starzeje się tak szybko jak jej partner, ale jest mu wierna. Jest połowicznym mutantem czyli w połowie wężem, w połowie człowiekiem.

 

ERIK
erik

 

 

Wujek Clarie, szwagier jej matki. Do niedawna uważany za ojca Clarie, to on zastępował jej mi. in. rodzinę. Jest czarodziejem ma 3 020 lat.

 

MARTA
marta

 

 

 

 

 

 

Ciotka Clarie, zastępowała jej matkę. Jest siostra rodzoną Allie prawdziwej matki Clarie. Jest czarodziejką ma 1 015 lat.

 

 

EMMA
emma

 

Mała Emma, cioteczna siostra Clarie.  Ta słodka czarodziejka jeszcze nie potrafi używać magii bez pomocy księgi zaklęć ma 8 lat i bardzo wierzy w to, że zostanie magiem.


 

 

JACK
jack

5 letni mały czarodziej. Ten słodziak to brat cioteczny Clarie nadal wierzy w to, że Clarie to jego rodzona siostra. Jak na tak małego chłopca jest bardzo mądry i odważny.

richard

Postacie

Witam zapomniałam o jednej ważnej rzeczy.
Przedstawieniu postaci. Więc zrobię to teraz.
Zaczniemy od dyrektora szkoły

RICHARD
richard

Jest to starszy pan, ale niech was nie zmyli ten niewinny wygląd ponieważ w jego wieku, który wynosi 6 000 lat. (wiem dosyć sporo) Przeżył już swoje, ale nikt tak jak on nie ma tyle siły do walki. Jest mądry i opiekuńczy. Wszystkim uczniom w szkole stara zapewnić dobry byt a i potrafi zastąpić rodzinę. Każdemu poradzi dobrą radą i pocieszy jak ojciec. Jest telepatą (czyta w myślach innym, przez nie się porozumiewa z innymi którzy są daleko i może zawładnąć czyimś umysłem).

CLOD
clod

 

To jeden z pierwszych uczniów Richarda. Teraz sam mu pomaga uczyć w Szkole uzdolnionych. Ma 3 000 lat.  Jest nauczycielem, opiekunem i trenerem. Pomaga każdemu w trudnych sytuacjach, jest również żołnierzem. Jego zdolność to przemiana w olbrzymiego orła lub pół orła pół człowieka. Potrafi porozumiewać się z ptakami. 

ŚNIEŻKA
śnieżka

To również jedna z pierwszych  uczennic Richarda.  Jest nauczycielką, opiekunką i informatykiem oraz pielęgniarką w Szkole uzdolnionych. Śnieżka ma 2 402 lata. Jej zdolność to panowanie nad pogodą i mowa zwierząt. Ma także nabytą zdolność leczenia, uczyła się pierwszej pomocy i leków by móc pomagać uczniom szkoły.

STEPHEN
stephen

 

 

 

To był najlepszy przyjaciel Richarda i Fredrika, ale po ich kłótni (opisana jest w Uzdolniona 5) ich więź przyjacielska rozpadła się. Stephen nadal odwiedza Richarda, ale to już nie są zbyt miłe wizyty. Jako najmłodszy z nich 4 000 lat uważa że może stworzyć wszystko na nowo, nienawidzi połowicznych mutantów i ludzi. Jest zwolennikiem powstania Cedrika. Jego zdolność to władanie metalem.

JOHN
JOCHN1wuj

Wuj Clarie ukochany przez nią. John jest wilkołakiem, kocha swoją bratanicę i stara jej zastąpić rodzinę, którą utraciła. Jest także księciem w wielkim królestwie mutantów, załatwia sprawy papierkowe i te związane z przyszłym władaniem jego bratanicy. Uczy Clarie wszystkiego co umie i opiekuje się nią jak tylko może. Ma już 2 400 lat i wygląda na 30-latka. Jest szalony a humorem nie dorównuje mu nikt inny jak on sam. Potrafi być poważny kiedy tego od niego oczekują. Jeszcze nie raz o nim usłyszycie.

CLARIE
clarie

 

 

 

 

Niby skromna, ale waleczna 16-latka. Ma wiele tajemnic przed sobą do odkrycia. Jest trochę zagubiona, ale wuj i Wybrany pomagają jej się odnaleźć w tym nieznanym dla niej świecie. Jest wchłaniaczką jej zdolności poznajemy w czasie czytania kolejnych rozdziałów uzdolnionej, ponieważ ona jest tytułową Uzdolnioną i główną bohaterką.

BILL
billbill 2

 

 

 

 

Nasz kochany Bill. Wybranek Clarie. Szalony i zwariowany 129-letni chłopak, który na zabój kocha swoją Wybraną. Jest jeszcze uczniem, ale nie daleko mu już by zostać nauczycielem i opiekunem w Szkole uzdolnionych. Jego zdolność to przeistaczanie się w dowolne twarde materiały od kamieni po twardy ołów.

 

 

LISA
lisa 

 

 

 

 

 

Przyjaciółka Clarie. Ma 17 lat i tak jak Clarie próbuje odnaleźć się w nowym świecie. Jej wybranym jest Lukas, ale o nim później. Jej zdolnością jest odbieranie zdolności mutantom i sił witalnych innym stworzeniom, taki rodzaj chęci przetrwania :P. Nosi rękawiczki, bo tylko w ten sposób może opanować tą zdolność.

 

LUKAS
lukas

 

 

 

 

 

Zwariowany chłopak, który lubi zabawę i nowe znajomości. Kompletne przeciwieństwo jego wybranej. Ma 122 lata i jego najlepsi przyjaciele to oczywiście Bill i Tom. Jego zdolność to władanie lodem. Jego oczy strasznie podobają się Clarie.

 

RACHEL
rachel

 

Przyjaciółka Clarie i Lisy również zagubiona w świecie magii. Jej wybrankiem jest Tom. Ma 16 lat i jej zdolnością jest nadprzyrodzona wiedza o fizyce kwantowej i matematyce, jest bardzo inteligentna, ale umie się dobrze zabawić.

 

TOM
http://www.dreamstime.com/-image2017518

 

 

 

Ten 130 letni chłopak wygląda bardzo dojrzale, ale w świecie mutantów pozostaje nastolatkiem aż do ukończenia 2000 lat. Jest najstarszy z całej trójki przyjaciół choć Bill jest niewiele młodszy, bo tylko o rok.  Opiekuje się całą paczką przyjaciół między innymi swoimi młodszymi kumplami i ich wybrankami tak jak i swoją wybraną Rachel. Jego zdolność to mowa węży a także nadludzka gibkość ciała.

 

 

CEDRIK
cedrik

To wróg numer jeden naszej Uzdolnionej. Jest uznany za zmarłego, lecz nic bardziej mylnego. Wszyscy uważają, że sięga 2 200 lat lecz to tylko pogłoska, tak naprawdę nie wiedzą o nim nic prócz tego, że w przeszłości nienawidził ludzi i połowicznych mutantów. Zabijał każdego z tego rodzaju jaki mu się napatoczył. Między innymi to on rozpętał wojnę o życie Clarie i on sam osobiście zabił jej rodziców.  On również jest wchłaniaczem choć nie pochodzi z rodu Penchallów, nikt nie wie jak to się stało, że jest wchłaniaczem i nikt nie wie jak wiele ma wspólnego z Clarie.

MARK
marek tata

 

 

Ojciec Clarie,  Zmarł w wojnie broniąc swojej żony. Zmarli w objęciach przebici jedną strzałą. Był wchłaniaczem.


ALISON

allis

 

 

Mama Clarie. Zmarła na wojnie. Nie wiedziała, że nie tylko Clarie jest jej dzieckiem. (dowiecie się o co chodzi już niedługo).

FREDRIC
fredric

Dziadek Clarie ma już 5 000 lat. Jest ekscentryczny i nerwowy. Po śmierci pierworodnego syna coś w jego zachowaniu zmieniło się. Unikał rodziny i wszystkich znajomych, odciął się od świata. Chce jak najdłużej sprawować władzę nad mutantami i wilkołakami, dlatego będzie to utrudniał Clarie.

KLARA
BEST EXOTIC MARIGOLD HOTEL

 

 

Babcia Clarie. Wygląda na surową osobę, ale nikt nie ma tyle miłości co ta 4 000 letnia kobieta. Jest wilkołakiem, jej brat zmarł przebity srebrna strzałą na drugi dzień po jej ślubie z Fredrikiem.

 

LAURA
laura

Żona Johna i ciocia Clarie. Ma już 1 920 lat i nadal zachowuje młody wygląd, ponieważ jako wilkołak jest szczeniakiem, ale u wilków kobiety szybciej wychodzą za mąż. Porwała ją Wolterian i Clarie próbuje ją ratować. Czy jej to się uda? I jaka okaże się ciocia Laura? dowiecie się niedługo.