„-Hmmm… Więc wchłaniaczka jednak żyje. Ukrywana przez lata odnalazła się i jest w Szkole Uzdolnionych? Trzeba będzie sprawić pokojową wizytę w Domu Mutanta i zobaczyć oraz poznać tą dziewczynę.- Odezwała się Wolterian.
-Masz zupełną racje siostro.- pochwalił ja James.
-Jak zawsze z resztą.-zaśmiała się wampirzyca. -Powiadom Richarda o naszej wizycie, nie chcę wszczynać awantury, bo jeszcze zwoła swoich przyjaciół. Te śmierdzące kundle działają mi na nerwy.-
-Nie jesteśmy kundlami!! I to wy cuchniecie żywe trupy!!- wykrzyknęła przywiązana do pala łańcuchem ze srebra Laura.- John dowie się, że mnie tu więzicie i pozabija was osobiście!-
-Ooo i na to liczę skarbie. Już dawno go nie widzieliśmy. Stęskniliśmy się za nim prawda?- zaśmiała się.
-Taaak!!- odpowiedzieli jej śmiejąc się strażnicy.”

-Laura!!!!- obudziłam się z krzykiem. Obejrzałam się dookoła i po ciemku zobaczyłam, że jestem u siebie w pokoju. Ktoś oślepił mnie zapalając światło i przytulając mnie.
-Lili, Lili! Nic ci nie jest. To był sen. Tylko sen.- przytulił mnie do siebie i głaskał moje włosy.
Przez oślepiające światło nie widziałam kto to, ale nadal śmierdział mokrym psem, a jego głos mimo, że wystraszony był od jakiegoś czasu bardzo dobrze mi znany.

-John! To chyba nie sen. Bo czułam jakbym tam była. Stałam tam, czułam zimno tej sali. To były wampiry, mówiły o mnie. Chcą przyjść tu do szkoły, mają Laurę, ciocię Laurę!- zaczęłam bełkotać. Wuj spojrzał na mnie najpierw był  wystraszony, ale potem jego twarz stężała i nabrała groźnego wyrazu.  Był wściekły, spojrzał na mnie po czym wybiegł z pokoju. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale nie zastanawiałam się długo, bo za chwile do pokoju wszedł Bill.
-Miałaś koszmar?? Krzyczałaś tak głośno, że obudziłaś prawie całą szkołę.-
-To nie był sen.- przerwał nam Richard. -Wszystko. Twoje zachowanie, przeszywający ból głowy, zawroty, omdlenie i majaki wskazują na to, że miałaś wizję. -wytłumaczył. -Na potwierdzenie wszystkiego James dzwonił do mnie przed chwilą i oznajmił, że Wolterian chce zobaczyć się z tobą, ze mną i Johnem.-
-Ale co ona chce zrobić?- Zapytałam.
-W tej chwili nie może nic zrobić. Podejrzewamy, że wampiry chcą wymienić Laurę na ciebie.- odparł ze stoickim spokojem.
-Co zrobić?? To co ja mam być jakąś transakcją wiązaną czy jak? A tak w ogóle to po co ja im jestem potrzebna?-
-Chcą się prawdopodobnie ciebie pozbyć! Tak jak to chcieli zrobić gdy zamordowali twoich rodziców.- Bill nieźle się wkurzył.
-Ale przecież to jest chore! Co ja im zrobiłam?-
-Urodziłaś się.- usłyszeliśmy nieznajomy głos schowany w cieniu, wszystkie mięśnie mi stężały, nie tylko z powodu strachu jaki poczułam, ale i złości za słowa jakie wypowiedział ten obcy głos.
Mężczyzna wyszedł z ukrycia i ukazał nam się w całej postaci. Jego cera bardzo blada podpowiadała nam kto to jest, miał miodowe oczy, jasnobrązowe włosy długie opadały mu na ramiona. Czarny obcisły podkoszulek ukazywał jego wysportowany korpus.
-Jesteś dla nas zagrożeniem. A zagrożenia się pozbywa. Nie prawdaż?- Zapytał z uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
-Kim jesteś i co robisz w moim pokoju?!- zapytałam wściekła już na wszystko.
-Jestem James, śledczym i drugim władcą wampirów. Śledzę cię odkąd ujawniłaś swoją moc. Nie wiem czemu, ale twoja energia wprost przyciąga mnie do ciebie. Nie tak jak inne wampiry. To dziwne nie uważasz?- znowu pokazał ten sztuczny biało uzębiony uśmieszek chytrego drapieżnika.
-Zostaw nas w spokoju! Jasne?!!- Bill podbiegł do niego gotowy do walki, ale wampir go odepchną na co mutant odleciał na drugi koniec pokoju.
-Bill!! Zostaw go!! Bydlaku!- podbiegłam do Billa, ale on pomachał ręką żebym nie podchodziła i nic mu nie będzie.
-Widzę twój Body gard? Zdawało mi się, że jako najsilniejszy mutant nie potrzebujesz ochrony co? Ach tak prawie zapomniałem! Ty nie panujesz nad mocami, bo twoi ex rodzice, znaczy się ciocia i wujaszek nie nauczyli cię tego a prawdziwi nie zdążyli nawet ujrzeć twoich szesnastych urodzin. -Zaśmiał się jakby usłyszał dobry kawał.-Naprawdę ci współczuję Clarie.-
Wściekłam się i wstałam z łóżka podchodząc do wampira.
-Po pierwsze to nie moce, a zdolności, a po drugie nie wpieprzaj się w moje życie jasne!?- Uderzyłam go z całej siły w brzuch, ten odleciał i wbił się w ścianę. Upadł na ziemię spluną krwią, ale zaraz podniósł się i uśmiechną. Słabo ukrył zaskoczenie choć starał się jak mógł.
-Widzę, że jesteś silniejsza niż myślałem. Wrócę tu jutro razem z Wolterian.- Wyskoczył przez otwarte okno. Podbiegłam tam, ale już nikogo nie zobaczyłam.
-Świetna robota Clarie. James nigdy nie umiał się zachować w towarzystwie, ale żeby ignorował władzę jaką posiadasz? Coś musiało go skłonić do takiego zachowania. Zamknij okno i połóż Billa do swojego łóżka ty będziesz dziś spała w jego pokoju. Lepiej żeby teraz się nie przemęczał, chyba ma połamane żebra nie dojdzie do trzysta trzynastki.- Z pomocą Richarda położyłam Billa do łóżka po czym dyrektor wyciągną do mnie rękę a ja wzięłam go pod pachę. W prawdę powiedziawszy ja też ledwo stałam na nogach od nadmiaru emocji.
Szliśmy chwile w milczeniu po ciemnych korytarzach, gdy w końcu odnaleźliśmy drzwi z numerem 313.
-Dobrej nocy moja mała księżniczko.- Richard ucałował moje czoło.
-Dobrej nocy Tato- uśmiechnęłam się nieśmiało do dyrektora, te słowa sprawiły, że jego oczy zalśniły blaskiem jakiego jeszcze nie widziałam. Nie musiałam wgłębiać się w jego umysł by wiedzieć, że sprawiłam mu tym dużo radości i że on, tak jak ja czujemy do siebie więź rodzinną, która jest silniejsza od jakiejkolwiek innej.
-Moja mała dzielna bohaterka.-Powiedział na odchodnym i pogłaskał moje płomienno rude włosy. W oczach miał łzy. Łzy szczęścia. wziął głęboki oddech by zaraz się nie rozpłakać i ruszył w stronę swojej sypialni. Weszłam do pokoju Billa i przetarłam mokre od łez oczy. Prócz wujka nie miałam nikogo po odejściu z Old Town. Teraz mam rodzinę, której już nikt mi nie odbierze. Już ja oto zadbam.

Nie wysilałam się by znaleźć włącznik, po ciemku wymacałam łóżko i położyłam się spać.

-Lili obudź się. Kurczę! Oni już tu są!- Rachel potrząsnęła mną próbując mnie obudzić.

Wstałam momentalnie.
-Kto przyszedł?- zerwałam się na równe nogi- James! Wampiry! – wbiegłam do garderoby i zdziwiłam się.  Były w niej same męskie ubrania. Gdzie pojawiły się w takim razie moje? Usłyszałam śmiech Rachel.
-Ty się chyba jeszcze nie obudziłaś do końca co?- zapytała mnie rozbawiona przyjaciółka.
„No tak! To przecież pokój Billa…”
-Chyba masz rację Riche. Jak się czuje Bill? Byłaś u niego??-
-Nie. Od razu poszłam cię obudzić na prośbę Johna.-
-Och dziękuję. Lecę się przebrać. Przecież księżniczka nie może tak pokazać się królowej wampirów.- Obróciłam się tak jak to robią modelki na wybiegu. Rachel znów wybuchła śmiechem. W piżamie pobiegłam do pokoju gdzie zastałam Billa ścielącego moje łóżko. Otworzyłam drzwi z takim impetem, że cofnęłam się by sprawdzić czy nie wypadły z zawiasów. Na szczęście były całe.
-Bill! Jak dobrze, że jesteś cały!- Uścisnęłam go bardzo mocno.
-Eche! Puść mnie, bo się uduszę.- Zaśmiał się. Odskoczyłam od niego wystraszona, Bill złapał się za żebra.
-Przepraszam coś ci zrobiłam?- Podeszłam do niego, ale on zatrzymał mnie gestem dłoni.
-Nic mi nie jest. To te żebra jeszcze się nie zrosły. A ty chyba znów je połamałaś.- Uśmiechnął się do mnie słabo.
-O Matko! Bill przepraszam. Boli??-
-A jak myślisz? Nie martw się nic mi nie będzie-
-On ma racje wszystko goi się na nim jak na psie- Usłyszałam za sobą głos Lukasa. -Chodź księżniczko, wszyscy już czekają. – ruszyłam w stronę drzwi. -Yyy… nie zapomniałaś o czymś?- Lukas pokazał palcem na mnie.
-O rany!! Zapomniałam się ubrać.- Chłopaki ryknęli śmiechem przerywanym co jakiś czas kasłaniem Billa.
-Bill jeszcze raz przepraszam.- ucałowałam go w policzek.
-Teraz ci wybaczę.-
-Lili nie przejmuj się nim. Zasłużył sobie za to że wczoraj zgrywał takiego mięśniaka. – Lukas spojrzał na Billa z pod byka.
Poszłam do garderoby ubrałam uniform szkoleniowy a na to skórzaną kurtkę. Wyglądałam jakbym należała do gangu Harley-owego. Weszłam do łazienki i uczesałam wysoko kucyk.
Wyszłam po chwili, ruszyliśmy w stronę ukrytego za ścianą gabinetu Richarda. Musiałam tam wejść sama. więc pożegnałam przyjaciół, wzięłam głęboki wdech i pewnie weszłam do gabinetu z groźną miną.
Za biurkiem siedział już Richard, przy nim stał Clod, a wuj oparty o kominek przyglądał się mi z posępną miną. Był tam też James. Stał przy jakiejś bladoskórej kobiecie, która siedziała na krzesełku tam gdzie ja usłyszałam swoją opowieść o rodzinie. To musiała być Wolterian. Wszyscy raptownie spojrzeli na mnie, James schylił się i szepnął coś na ucho wampirzycy, a ta uśmiechnęła się szyderczo.
-A więc to jest wasza przyszła cesarzowa?- ukłoniła mi się nisko nie spuszczając ze mnie wzroku nadal chytrze uśmiechając się. Była niebiańsko piękna a tak diabelnie niebezpieczna. Jej jasna cera kontrastowała z kruczo czarnymi włosami tak samo jak jej srebrzyste tęczówki.
-Tak, to ja. Witaj Wolterian.- ukłoniłam się jej równie nisko, nie spuszczając z niej wzroku.
„Opuść wzrok! Ona czyta ci w myślach. I może zawładnąć twoim umysłem!” Usłyszałam w głowie głos Richarda. Natychmiast zamknęłam oczy i spuściłam wzrok.
-Sprytna dziewczynka! A myślałam, że nie domyślisz się, że jestem wzroczną telepatką. Jak się domyślam ty potrafisz czytać mi w myślach nawet nie patrząc się na mnie. Nie wzięłam tego pod uwagę. – wampirzyca słabo ukryła zaskoczenie i niesmak porażki.
-Powinnaś uważać. Lepiej żebyś nie wyprowadzała mnie z równowagi- uśmiechnęłam się do niej równie „słodko” jak ona do mnie.  Wolterian zaśmiała się głośno.
-Taka mała i mi grozi. Masz tupet smarkulo!-
-Licz się ze słowami krwiopijco!-
-Coś ty powiedziała!!??-
Widziałam wściekłość w jej oczach. Jej tęczówki ze srebrnego przybrały czarny a potem krwisto czerwony kolor. Ale równie szybko jak się zmieniły tak szybko wróciły do srebrnego koloru po czym zrobiły się niebieskie.
-Nie powinnaś tak nazywać królowej Clarie. Wybacz jej ona jeszcze się uczy.- wytłumaczył mnie Richard. Spojrzałam na niego, a gdy mój wzrok powoli wracał na twarz Wolterian zobaczyłam wujka, który stał tym razem wyprostowany i patrzył się na mnie z otwartą buzią. Jego myśli mówiły mi: „Odważyła się tak nazwać Wolterian?! Ta mała ma charakterek po tatusiu” uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Widzę! I dlatego puszczę to mimo uszu. Bo zapewne wasza cesarska mość nie wie, że określenie „krwiopijcy” to obraźliwe słowo wymyślone przez ludzi na określenie naszego rodzaju. Wolimy już gdy nazywa się nas Dziećmi Nocy.-
-Clarie. Powinnaś przerosić Wolterian.-
-Co!?- chciałam zaprzeczyć, ale widząc wyraz twarzy Richarda wiedziałam, że nic nie wskóram . Westchnęłam ciężko i  dygnęłam sztywno.
-Przepraszam wasza wysokość.-
Wolterian wyraźnie zadowolona uśmiechnęła się do siebie.
-Dobrze, może ci wybaczę.-
-Wolterian? Przejdźmy do konkretów! Po co ci było porwanie Laury i dlaczego chcesz widzieć się z Clarie?- Richard wyszedł zza biurka i patrzył się na wampirzycę nawet nie mrugając.
-Ty to już wiesz! Dzięki jej i temu.- dotknęła palcem mojej głowy, odepchnęłam jej rękę i odskoczyłam.
Wampirzyca odwróciła się w stronę okna i mówiła dalej.
-Chcę Clarie! Nie mogę dopuścić do tego by mieć tak groźnego wroga.-
-Dlaczego myślisz, że będę ci wrogiem?- Założyłam ręce na piersi czekając na odpowiedź.
-Może dlatego, że rozpętałam wojnę, w której zginęli twoi rodzice? Po czym musiałaś wychowywać się wśród kłamstw nie wiedząc kim naprawdę jesteś i po pewnym czasie trafiłaś tutaj? Wystarczy?-
-Myślisz, że przez to będę chciała cię zabić? Nie nienawidzę cię z tego powodu, ale nie jestem mściwa. A wiec wypuść Laurę a ja obiecam, że dam ci spokój.-
-Ooo! Księżniczka negocjuje?- Ryknęła śmiechem. – Jesteś głupia, skoro myślisz, że przystanę na ten niczym nie poparty układ. Co  ten kundel znaczy dla ciebie? Nawet jej nie znasz!-
-To dlaczego porwałaś ją? A nie kogoś na kim mi bardziej zależy?-
-Bo będziesz chciała ją uratować by ją poznać i dlatego, że jest częścią twojej rodziny.-
-Niby jak miałabym ją poznać jeśli mnie zabijesz?- 
Znowu zaczęła się śmiać, tym razem zawtórował jej James.
-Kto powiedział, że chcę cię zabić? Ja chcę ci coś dać, Laura była dla mnie przynętą, żebyś się mną zainteresowała.-
-I co w tobie jest takiego interesującego? Co ty możesz mi dać?-
-Nie domyślasz się o co mi chodzi-
-Jeju co wy z tym domyślaniem się! Wszystkiego muszę się wiecznie domyślać!-
-Jaka złośliwa. Dobrze już ci mówię. Mam swoje lata, jestem starsza nawet od Richarda i tej waszej szkoły. Przyda mi się odpoczynek po 15 000 lat władania tyloma klanami, rodami i rodzinami wampirów. A uwierz mi jest tego sporo. Chcę przemienić cię w wampira i oddać ci władzę.-
-Co!? Ty chcesz oddać mi władzę? I nie będziesz chciała jej z powrotem?? Nie wierze ci, że tak łatwo oddasz mi swoje stanowisko.-
-Oczywiście, że nie będzie łatwo! Najpierw muszę przemienić cię w wampira, byś była nieśmiertelna w dosłownym tego słowa znaczeniu, potem żebyś objęła tron musiałabyś mnie zabić. A ja tak łatwo się nie poddam.-
-Że jak?? Zabić!!?? Sorry! Ale ja dziękuję. Zabiłam demona i nie będę, potrafiła uśmiercić już nikogo więcej. Nie ma mowy.-
-Kto raz zabił zrobi to ponownie. Taka jest kolej rzeczy.- Wolterian uśmiechnęła się do mnie znacząco ukazując białe, ostre kły.
-Nie! Na pewno nie ja! Nie znasz mnie skoro tak uważasz.- Założyłam ponownie ręce na piersi.
-Może i masz rację ciebie nie znam, ale znam twoich wrogów i wiem, że jeśli ich nie zabijesz nie odpuszczą puki to ty nie zginiesz. Więc jak? Przestoisz na tą umowę?-
-Co to za umowa? Mam cię zabić by władać wampirami!-
-Nie tylko. Może zacznę od początku. Zgodzisz się a ja wypuszczę twoją ciotkę, ty pójdziesz ze mną do Sybilli naszej wampirzej rezydencji i tam przemienię cię w wampira. potem ty mnie zabijesz i otrzymasz wszystko co do mnie należało. Również moje moce i co najważniejsze urodę. To ostatnie akurat ci się przyda, masz straszną bliznę ma policzku, oby się szybko zagoiła.- uśmiechnęła się i zarzuciła włosy do tyłu. Zaśmiałam się a ona zgromiła mnie wzrokiem. Jedyne co mnie w niej zdziwiło to to, że mówiła o swojej śmierci jak o jutrzejszym śniadaniu. Tyle obchodziło ją jej własne życie.
-Więc jak?! Idziesz na to?- Nie miałam dużo czasu. W każdej chwili srebrne łańcuchy mogły bardziej osłabić a nawet zabić Laurę. Wolterian na prawdę zaplanowała tą akcję w najmniejszych szczegółach.

-Dobrze. Zgadzam się!-

Mam nadzieję, że podobało się! Zapraszam do komentowania!! :D